Paryż musi poczekać

Słyszeliście o filmie „Paryż może poczekać”? W moim przypadku Paryż musi poczekać. Nie miałam niestety okazji obejrzeć tego filmu, tak  jak i samego Paryża, choć minął obiecany rok projektu „J’arrive, czyli rok francuski w Polsce”. Złożyło się na to mnóstwo czynników, w tym te, na które nie miałam wpływu. Czas jednak rozliczyć się z projektu jaki rok temu stworzyła Sseraphinee.

Moją pasją jest nauka języków obcych i pisanie. Blog ten połączył te pasje. Zawsze kiedy niespokojnie i bez celu zaczynałam wałęsać się po mieszkaniu myśląc, że nie mam na nic ochoty, siadałam do komputera, włączałam (tak jak w tej chwili) muzykę skomponowaną przez Yann’a Tiersena  (posłuchajcie ze mną, ten ostatni raz w ramach „J’arrive”: https://www.youtube.com/watch?v=9Zq0t2Stpcw) i pisałam dla Was post.

To piękne mieć marzenia, dążyć do ich realizacji i w końcu je spełniać. Mi się to nie udało. Jeszcze, bo nie mówię ostatniego zdania.

Obiecuję, że jak tylko moja stopa stanie na francuskiej ziemi, czy to w Paryżu czy gdziekolwiek indziej we Francji, odezwę się do Was. Będzie nowa nazwa i szata graficzna strony. Tylko Sseraphinee zostanie tą samą osobą.

Nie przestaję się uczyć francuskiego. Za maksymalnie trzy lata pytajcie mnie na jaką ocenę zdałam DALFA. Będę nadal czytać książki o Francji i oglądać francuskie filmy. Pisać o nich będę jednak do szuflady, by opublikować te materiały później na stronie.

Zdradzę Wam pewien sekret. Sseraphinee naprawdę studiuje filologię, ale… angielską. Być może ruszy jakiś projekt brytyjski i amerykański w jednym. Czas pokaże.

Ciężko stawia mi się kropkę i przerywa projekt, ale taki już jest los. Czas mija, niechże chociaż Paryż, niczym Rzym, będzie miastem wiecznym, cobym zdążyła tam dotrzeć 😉

Dziękuję każdej osobie, która odwiedziła choć raz bloga. Nawet nie wiecie jak mnie cieszył każdy komentarz czy „like”. Treści zawarte na blogu nie znikną, dlatego zachęcam Was do polecania go, jeśli go polubiliście, swoim znajomym, rodzinie etc.

Do następnego przeczytania! Wszystkiego dobrego!

Wasza Sseraphinee

Reklamy

Moje francuskie „składaki”, czyli słuchawki zamiast kół

Kiedy wchodzę do księgarni instynktownie szukam tytułów związanych z Francją. Przez ten rok, wierzcie mi na słowo, naprawdę udało mi się znaleźć parę fajnych książek. Część już przeczytana i dla Was zrecenzowana na blogu. Druga część w trakcie (opowiem o tym w odpowiednim czasie), a trzecia, by rzec żargonem Trójki, w poczekalni na regale.

Obok książek moim „konikiem” są płyty. Dzisiaj dokonam dla Was pewnego zestawienia. Przejrzę swoje składanki z muzyką francuską i napiszę Wam, która francuska artystka otrzyma tytuł „Szprychy” – najczęściej pojawiającej się na kompilacjach, a który artysta statuetkę „Zębatki” – najchętniej wskazywanego przez DJ-ów dokonujących selekcji.

„Rendez Vous in Paris” to tytuł pierwszej płyty, jaką kupiłam z kompilacją muzyki francuskiej. Co ciekawe, wydanie to zawiera płytę DVD, której jeszcze nie oglądałam (!). Obiecuję nadrobić zaległości. Potem przyszła pora na wybór francuskich hitów według Marka Sierockiego: „I love France” vol. 1 (2CD) i vol. 2 (2CD). Kolejny tytuł to: „Najlepsze hity dla Ciebie: Francuskie” vol. 2. Jest wersja „Najlepsze hity dla Ciebie. Francuskie” z 2014 roku, ale ja mam drugą część serii z 2016. Ta składanka to aż 3 płyty w jednym. Bardzo ładnie wydana płyta. Jeśli spotkam pierwszą część pewnie kolekcjonerskim zwyczajem wrzucę do koszyka. Nie ma co, języki i „druga ojczyzna” kosztują.

A zatem, Mesdames et Messieurs, statuetka „Szprychy”, jak to w przypadku dwóch kół, ląduje w ręce dwóch pań: Dalidy i Hélène Ségara. Tytuł „Zębatki” ma w kieszeni Joe Dassin.

Największe hity Dalidy to m.in.: „Laisser Moi Danser”, „Bambino”, „Le lambeth walk”; Joe Dassin m.in.: „Les Champs-Elysées”, „L’Ete Indien”, „Et si tu n’existais pas” czy duety z laureatką „Szprychy” Hélène Ségarą: „Ça va pas changer le monde”, „À toi” oraz „Salut”. Jeśli chcecie, posłuchajcie sobie Hélène Ségara solo w piosence: „Nouvelle vie”.

PS Panie Sierocki, nie wiedziałam, że aż tak bardzo lubi Pan duety. Mamy zatem tandem na podium! To co, słuchamy i tłumaczymy?

 

 

 

 

Historia pewnego śledztwa „MCMXXXII”, czyli wpływ tytułu książki na życie czytelnika

Pamiętacie jak wspominałam o moich książkach-paryżankach? Wczoraj skończyłam czytać jedną z nich. To powieść Francine Prose pt. „Klub Kameleona. Paryż 1932” – bestseller „New York Timesa”.

Tytuł może być mylący, gdyż akcja rozpoczyna się w 1924 roku i obejmuje również czasy okupacji niemieckiej. Postanowiłam zadać sobie trochę trudu, by dowiedzieć się jak wyglądał Paryż w 1932 roku.

Dzięki książce „Historia powszechna” Lecha Bielskiego i Mariusza Trąba wiem, że w 1932 we Francji zmarł polityk A. Briand, zamordowano prezydenta P. Daumera, a wybrano na ten urząd A. Lebruna. Jest też polski akcent – 12 VIII podpisano polsko-francuskie porozumienie handlowe. Dużo więcej można dowiedzieć się rzecz jasna z Wikipedii pod hasłem „1932”: co działo się w Polsce, na świecie, kto się urodził, kto zmarł, jakie były zdarzenia astronomiczne, święta ruchome i komu przyznano Nagrodę Nobla.

A co podpowie mi YouTube? Wpisuję hasło: „France 1932” i po chwili oglądam kroniki filmowe produkcji braci Pathé, którzy zajmowali się kinematografią od 1896 roku. Jest przejazd prezydenta Lebruna po Paryżu, siedmiominutowy skrót zmagań kolarzy w Tour de France, a nawet wybory miss. „Paris 1932”: mogę zobaczyć jak Francuzi świętowali 14 lipca i obejrzeć pokaz mody. Swoje 38 sekund mają też w historii strajkujący studenci.

Otwieram album „Paris 1932” na Google Grafice. Przede mną same piękne zdjęcia. Wśród nich pojawia się dobrze mi znane: „Couple d’amoureux dans un petit café, Couple lesbien au monocle, 1932” wykonane przez Gyula Halasz’a Brassai’a (1899-1984).

W ten sposób moje małe śledztwo pod kryptonimem „MCMXXXII” zatoczyło koło. Chcę podzielić się z Wami wrażeniami po przeczytaniu „Klubu Kameleona (…)”. To powieść moim zdaniem bardzo demokratyczna. Każdy bohater ma tu prawo głosu i staje się w odpowiednim momencie narratorem, czyniąc to a to za pomocą listu, a to wspomnień, a to pisania „powieści w powieści”. Powoduje to, że lektura w żaden sposób nie może być nużąca. Zresztą jak nudzić mogą przygody najpierw bohemy lat 20. i 30., na kartach której pojawiają się artyści czy mafia? Gdy do głosu dochodzi ruch oporu ukształtowany m.in. przez ową bohemę również jest interesująco, a akcja trzyma czytelnika w napięciu. Nie wszyscy bohaterowie kojarzeni z Klubem Kameleona będą po właściwej stronie.

Warto sięgnąć po tę książkę, gdyż pierwowzorem jednej z głównych postaci – Lou Villars jest autentyczna postać Violette Morris, która była francuską sportsmenką, kierowcą rajdowym i agentem Gestapo. Jednym słowem bardzo ciekawa i kontrowersyjna osoba.

Zapraszam Was zatem do Klubu Kameleona, gdzie jak się przekonacie wszystko jest na opak i zmienia się niczym kameleon właścicielki klubu.

 

 

Jak zostałam pełnoprawną studentką romanistyki i wyruszyłam na kampanię wrześniową

Przyznam się Wam szczerze, że kusiło mnie przez całe wakacje by wyjechać na kurs francuskiego do Paryża. Poczyniłam już nawet pewne kroki. Zamówiłam katalog kursów językowych za granicą jednej z firm. Oczywiście otrzymałam ze trzy telefony od firmy z ofertą i zachętą wyjazdu do Nicei lub Paryża. Ale coś mnie powstrzymało. Teraz trochę żałuję, że nie ogarnęłam sprawy wcześniej. Pozostaje zatem nauka w domu.

W opisie bloga napisałam, że jestem romanistką-amatorką. I tak po trosze jest. Ale prawdziwy romanista obok języka zna świetnie kulturę/cywilizację danego kraju i jego historię. Oczywiście filmy i beletrystyka są super, ale co podręcznik, to podręcznik.

I właśnie dzisiaj taki odebrałam w kiosku na rogu. Przesyłki nie mogłam się doczekać i się nie zawiodłam!

Prawie 700-stronicowa praca Jacka Kowalskiego, Anny i Mirosława Lob oraz Jana Prokopa „Dzieje kultury francuskiej”, czyli miła lektura do poduszki od Galii celtyckiej po dzień dzisiejszy. Literatura, filozofia i idee, sztuki piękne, architektura, teatr, kino, muzyka. Mariaż historii, socjologii i sztuki.

To cała seria wydawnictwa PWN, gdyż są dzieje kultury: arabskiej, latynoamerykańskiej, Stanów Zjednoczonych, niemieckiej, chińskiej czy brytyjskiej. Przeglądałam w bibliotece „Dzieje kultury brytyjskiej” i też myślę, że lektura jest godna polecenia.

Jestem aktualnie na 60 stronie, mam zeszyt do robienia notatek (z wieżą Eiffla i samochodem garbusem;). Czuję się teraz jak prawdziwa studentka romanistyki.

No, to kampania wrześniowa rozpoczęta!

„Attention, c’est moi, Mademoiselle Karen” czyli jak można zapomnieć o płycie, którą kupiło się ze względu na ładną okładkę

„Ne pas juger un livre par sa couverture”=”Ne pas juger un CD par sa couverture”?

Ja kiedyś postąpiłam odwrotnie. Kupiłam płytę, bo spodobała mi się okładka. A była to płyta Mademoiselle Karen „Attention” z 2010 roku. Zielono-niebieskie tło w jasne ćmy, a pośrodku fotografia artystki stylizowana na czasy międzywojenne. O płycie zapomniałam. Przesłuchałam ją raz, zaraz po zakupie. Potem Karen  Duelund Guastavino, duńska multiinstrumentalistka i wokalistka powędrowała na regał z płytami. Robiąc porządki odkryłam płytę na nowo. Włączam płytę, a tam głośne: „Attention! C’est moi que chante”! A niech mnie, ONA śpiewa po francusku – o czym oczywiście zapomniałam. Zachęcona przesłuchałam całą płytę. Są na niej również piosenki w języku polskim i angielskim.

Sztuka Ciebie nie oszuka. Od samego początku okładka Mademoiselle Karen do czegoś mi pasowała. I porządkując regał odnalazły się dwie ładne okładki Mystic Production. Druga to ta z 2008 roku Czesława Śpiewa pt. „Debiut”. Artyści zresztą dobrze się znają, skończyli Królewską Akademię Muzyczną w Kopenhadze, a potem wspólnie tworzyli i koncertowali.

Język francuski nie jest językiem dominującym w muzyce. Ale są współcześnie takie osoby jak ZAZ czy Stromae, które potrafią poderwać całe stadiony fanów na koncertach. A w przeszłości?

Wielu obcokrajowców śpiewało po francusku i zrobiło karierę we Francji. Na przykład Dalida, z pochodzenia Włoszka, jest uznawana za francuską piosenkarkę, podobnie Carla Bruni. Z ta różnicą, że w Wikipedii Dalida to „francuska” piosenkarka, a Carla Bruni „włoska”.

A Polacy? Michał Kwiatkowski zajął np. drugie miejsce we francuskim talent show Star Academy i udało mu się zdobyć nad Sekwaną popularność.

Czesław Niemen też śpiewał po francusku, warto posłuchać jego „Varsovie” – najlepszej muzycznej reklamy stolicy.

 

„Bardzo nam się podoba” czyli moje książkowe rady na muzealne dylematy konsumentów kultury

Choć do Światowego Dnia Sztuki pozostało 240 dni (15 kwietnia 2018 r.) ten post poświęcę kulturze przez duże „L” jak Luwr i duże „C” jak Centre Georges Pompidou. Georges Pompidou był w latach 60. premierem Francji, a w okresie 1969-1974 jej prezydentem.

W swojej biblioteczce mam jeden egzemplarz z serii wydawniczej „Wielkie muzea”, która dawno temu wychodziła z „Rzeczpospolitą”. Spotkałam część tej „kolekcji” w przydworcowej taniej książce. Kupiłam wtedy część poświęconą Kunsthistorisches Museum w Wiedniu. Pomyślałam wtedy: „Szkoda, że nie ma Luwru”. Przed moją podróżą do Paryża postanowiłam nadrobić zaległości. Skorzystałam z Katalogu Miejskiej Biblioteki Publicznej i w jednej z bibliotek w mieście namierzyłam książkę o Luwrze. A w sumie to dwie książki, bo Luwr składa się z dwóch części: Luwr-Starożytność i Luwr z obrazami-klasykami malarstwa. Pierwsza część przenosi mnie w świat sztuki Bliskiego Wschodu, Egiptu, Grecji czy Rzymu. Mogę na spokojnie w domowym zaciszu poczytać i przyjrzeć się dokładnie eksponatom. Kiedy spotkam je na żywo coś nie coś będę już o nich wiedziała.

Pamiętacie „Jak czytać architekturę”? Czytam teraz inną książkę z tej serii „Jak czytać obrazy. Treść, forma, technika” Liz’a Rideal’a. W książce są oczywiście omówione obrazy, które zobaczę w Luwrze czy w Centre Pompidou w Paryżu. Pozycja ta warta jest kupienia i przeczytania. Będziemy pewniej czuli się na muzealnych salach i galeryjnych salonach.

A co ze sztuką współczesną? Ją też staram się zrozumieć, dowiedzieć się czegoś więcej. Dlatego kupiłam książkę „Przewodnik po sztuce współczesnej. Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić?” Susie Hodge. Ostatnio widziałałam analogiczne wydanie dotyczące architektury. To również sprawka wydawnictwa Arkady, tak jak małoformatowe „Jak…?” Przeglądam obrazy z tej książki i jednocześnie w wyszukiwarkę wpisałam „Centre Pompidou l’art”. https://www.google.pl/search?rlz=1C1AVNE_enPL669PL669&biw=1366&bih=662&tbm=isch&sa=1&q=centre+pompidou+l%27art&oq=centre+pompidou+l%27art&gs_l=psy-ab.3…72275.72669.0.74247.2.2.0.0.0.0.152.217.1j1.2.0….0…1.1.64.psy-ab..0.1.149…0i8i7i30k1.rnaD_7qPeZc

I od razu wiem, że „Przewodnik…” z pewnością mi się przyda.

Sięgam po jeszcze jedną książkę, którą Wam polecam. To owoc współpracy trzech autorek: Małgorzaty Bogdańskiej-Krzyżanek, Marii Świerżewskiej-Franczak i Zofii Dubowskiej pt. „Bardzo nam się podoba. Współczesna. Sztuka. Pytania”. Choć odnosi się do polskiej sztuki współczesnej, książka ma folder z pytaniami pomocnymi przy samodzielnej interpretacji prac prezentowanych na wystawie, które pomogą Ci zatrzymać się przy eksponacie, popatrzeć i pomyśleć. Te pytania to np.: „Czy praca opowiada historię”,  „Czy kolor jest ważnym elementem pracy?”, „Czy praca mówi nam coś o artyście?” wraz z rozwinięciem tych pytań na odwrocie strony.

Luwr i Centre Pompidou to sztuka różnych epok. Warto będąc w Paryżu odwiedzić te dwa wielkie muzea, choć na razie Centre Pompidou nie doczekało się wydawnictwa serii „Wielkie muzea”. Cóż, pożyjemy i zobaczymy.

 

 

Połowa wakacji, połowa atrakcji. Pięć przewodników, które zainspirują Cię do podróży!

Mamy półmetek wakacji! A to oznacza, że masz jeszcze 50% szans na wakacyjną podróż nad Lazurowe Wybrzeże. Albo może w jakieś inne miejsce? Tylko jakie? Skąd zaczerpnąć inspirację?

Ten post będzie poświęcony przewodnikom turystycznym z mojej biblioteczki. Zaprezentuję je metodą „dedukcji”, czyli od ogółu do szczegółu.

Pierwszy z przewodników to seria Wydawnictwa Naukowego PWN „Podróże z pasją. Europa nie (tylko) dla bogaczy”. Książka ta pozwala spojrzeć na Europę jako destynację podróżniczą całościowo. Skrótowo opisano, co warto odwiedzić w Europie. Zamieszczono tam informacje o najciekawszych festiwalach i dorocznych imprezach. Są gotowe plany podróży obejmujące jednocześnie kilka państw. Spodobała mi się propozycja Grand Tour – XIX-wiecznych podróżników, nazwana przez autorów przewodnika „klasyczną”. W przewodniku opisano 31 państw, w tym oczywiście Francję. Obok wielu mapek, są praktyczne informacje: trochę historii Francji, jak dojechać, zakwaterowanie, kulinaria, napoje, rozmówki, kultura i obyczaje itp. Przewodnik opisuje oczywiście stolicę Francji, to co można w Paryżu zwiedzić, ale również daje tak cenne wskazówki jak informacje o transporcie miejskim, zakwaterowaniu (hostele, hotele, kemping), jedzenie i napoje (kawiarnie, restauracje), życie nocne (bary, kluby), zakupy. Przewodnik opisuje również takie regiony jak: północna Francja, Normandia, Bretania, Dolina Loary, Burgundia, Alzacja i Lotaryngia, Poitou-Charentes, Akwitania i Dordogne, Pireneje, Wybrzeże Baskijskie, Langwedocja Roussillon, Masyw Centralny, Dolina Rodanu i Prowansja, Alpy Francuskie, Marsylia i Lazurowe Wybrzeże oraz Korsykę.

Drugim przewodnikiem jest przewodnik ilustrowany Berlitz „Francja”. To prawie 400-stronicowa podróż przez Francję, pełna map i fotografii. Omówiono najważniejsze regiony, które warto zobaczyć. Skupiono się również na głównych miastach: Bordeaux, Grenoble, Lille, Lyon, Marsylii, Nantes, Paryżu, Strasbourgu czy Tuluzie. Nie pominięto atrakcji turystycznych takich jak m.in: Euro Disneyland, Fontaineblau, Wersal. Szczegółowo opisano najważniejsze muzea: Centrum Pompidou, Luwr, Musée d’Orsay, Palais des Beaux-Arts. Przewodnik w sposób interesujący wprowadza turystę w zakamarki „la belle France”, pisząc o historii, malarstwie, kinie, kuchni, winach. Na końcu przewodnika znajdują się informacje praktyczne.

Nie może zabraknąć w tym zestawieniu przewodnika po Paryżu. Nie wiem czy pamiętacie, ale „Gazeta Wyborcza” w ramach swojej „Biblioteki” wydała dawno temu serię „Miasta marzeń” – 25 portretów miast. Ja mam z tej serii Wilno, Brukselę i właśnie Paryż. Twarda oprawa ładnie wygląda na regale, ale jest mniej praktyczna w podróży. Nie mniej jednak polecam przeczytać ten przewodnik w całości przed wyjazdem do Paryża. Przewodnik ma bogaty wstęp: o historii, o mieszkańcach Paryża, jedzeniu, zakupach czy architekturze. Następnie bardzo wnikliwie opisano dzielnice, muzea, parki itp. Do tego piękne zdjęcia i mapy przenoszą nas wprost nad Sekwanę.

Jak tylko odwiedzę Paryż mam już plany na rok następny: kierunek Prowansja! Mam już nawet przewodnik, ale bardzo nietypowy, bo bliżej mu do beletrystyki. Chodzi mi bowiem o „Prowansję” Lawrence’a Durrell’a. Zmarły w 1990 r Autor był angielskim poetą i prozaikiem, który 30 lat życia spędził na południu Francji. To jego ostatnia powieść. Jak napisano w „Boston Globe”: „Ten tekst przybliża nas do Prowansji bardziej niż jakakolwiek książka podróżnicza”. A zatem na razie „Prowansja” wędruje na półkę. Sięgnę po nią za rok, gdy będę się szykować do podróży na południe Francji.

Ale na sam koniec mam coś specjalnego!

Czy wiecie, że istnieje państwo, które ma przewodnik tylko dla kobiet? Tak, chodzi oczywiście o Francję. Książkę pt. „100 miejsc we Francji, które każda kobieta powinna odwiedzić” napisała amerykańska dziennikarka, podróżniczka i pisarka Marcia DeSanctis. Przewodnik ten jest świetnie napisany. Nie ma zdjęć, map, czyta się go jak wciągającą powieść. W przewodniku poczytasz np. o idealnej bieliźnie prosto z Paryża, kinach studyjnych, poznasz sekrety francuskiego perfumiarstwa,

Autorka podpowiada nawet dokładne adresy w Paryżu, z których rozpościera się śliczny widok na wieżę Eiffla. W piękny sposób opisuje również historię Marii Skłodowskiej-Curie. Byłam dumna, że jestem Polką kiedy to czytałam, serio. Aktualnie jestem przy 45 pozycji z przewodnika. Czyli prawie połowa, wprost na połowę wakacji!